Planujesz zmianę pracy i chcesz wiedzieć, gdzie dziś naprawdę brakuje rąk do pracy? Z tego tekstu dowiesz się, czym są zawody deficytowe w Polsce, jak je identyfikuje Barometr Zawodów i w których branżach rekrutacja jest najtrudniejsza. Dzięki temu łatwiej zaplanujesz swoją ścieżkę kariery w najbliższych latach.
Czym są zawody deficytowe?
Barometr Zawodów to ogólnopolskie badanie zlecane przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, które co rok prognozuje zapotrzebowanie na pracowników w poszczególnych profesjach. Eksperci w każdym powiecie oceniają, czy w danym zawodzie ofert pracy jest więcej, mniej, czy podobnie jak chętnych spełniających wymagania. Na tej podstawie każdą profesję przypisuje się do jednej z trzech kategorii: deficytowe, zrównoważone lub nadwyżkowe.
W najnowszej edycji Barometru Zawodów na 2026 r. za deficytowe uznano 17 z 168 analizowanych profesji. Aż 151 zawodów trafiło do grupy zrównoważonych, a po raz kolejny nie wskazano ani jednego zawodu nadwyżkowego. Eksperci podkreślają, że taki obraz nie wynika z nagłego wzrostu liczby kandydatów, ale z ochłodzenia popytu na pracę, presji kosztowej w firmach i wstrzymywania inwestycji.
Dla działów HR statystyczna równowaga nie oznacza spokojniejszej pracy. Coraz częściej do jednego ogłoszenia spływa więcej CV, ale spora część kandydatów nie ma wymaganych kwalifikacji. Rekrutacja trwa dłużej, a dopasowanie kompetencji do potrzeb stanowiska staje się większym wyzwaniem niż sama liczba zgłoszeń.
Warto przy tym pamiętać, że Barometr Zawodów bazuje głównie na danych z rejestrów bezrobocia. W tych statystykach słabo widać specjalistów IT, analityków danych czy inżynierów wysokich technologii, bo firmy najczęściej szukają ich poza systemem publicznym. Faktyczny niedobór ekspertów w tych obszarach bywa więc wyraźnie większy niż wskazują oficjalne liczby:
-
do rejestrów rzadko trafiają wysoko wykwalifikowani specjaliści,
-
w części branż dominuje rekrutacja bezpośrednia i przez sieci kontaktów,
-
braki kadrowe „wysokich technologii” są często ukryte w statystykach urzędów pracy.
Gdzie najbardziej brakuje pracowników?
Od lat w deficycie pozostają te same grupy zawodowe, co dobrze pokazuje skalę problemu. Na pierwszym planie są kierowcy ciężarówek i autobusów, elektrycy i energetycy, spawacze, samodzielni księgowi, a także pracownicy służb publicznych. W wielu powiatach trudności z rekrutacją zgłaszają też firmy produkcyjne, logistyczne i budowlane.
Oficjalne dane potwierdzają, że największe deficyty kadrowe w 2026 r. dotyczą kilku sektorów. W ochronie zdrowia i opiece senioralnej brakuje lekarzy, pielęgniarek i położnych, opiekunów osób starszych i niepełnosprawnych oraz psychologów i terapeutów. Edukacja zmaga się z niedoborem nauczycieli różnych specjalności, szczególnie przedmiotów ogólnokształcących, języków obcych, przedmiotów zawodowych oraz nauczycieli praktycznej nauki zawodu.
Transport, spedycja i logistyka to kolejny obszar z silnymi napięciami. Pracodawcy poszukują przede wszystkim kierowców autobusów, kierowców samochodów ciężarowych i ciągników siodłowych oraz magazynierów. W budownictwie brakuje monterów instalacji budowlanych oraz operatorów i mechaników sprzętu do robót ziemnych. W zawodach technicznych, takich jak elektrycy, energetycy czy spawacze, luka pokoleniowa łączy się z niedostatkami w szkolnictwie zawodowym.
W wielu regionach przybywa też wakatów w branżach wymagających solidnych kompetencji analitycznych i cyfrowych. Pracodawcy szukają nie tylko programistów, ale również specjalistów od danych, automatyków, inżynierów energetyki oraz osób potrafiących obsługiwać zaawansowane linie produkcyjne.
W tych warunkach zyskują osoby z konkretnym przygotowaniem technicznym, uprawnieniami oraz doświadczeniem w pracy zmianowej. Wśród profesji fizycznych szczególnie cenieni są pracownicy produkcji, logistyki i magazynów, bo to oni w dużej mierze decydują o płynności całych łańcuchów dostaw:
-
operatorzy maszyn w przemyśle i przetwórstwie,
-
pracownicy magazynowi z uprawnieniami na wózki widłowe,
-
specjaliści ds. utrzymania ruchu w zakładach produkcyjnych.
Jakie zawody medyczne są dziś najbardziej poszukiwane?
Sektor opieki zdrowotnej i senioralnej najsilniej odczuwa konsekwencje starzenia społeczeństwa. Liczba osób starszych szybko rośnie, a system nie nadąża ze szkoleniem nowych kadr. Dlatego do zawodów najbardziej poszukiwanych należą dziś lekarze, pielęgniarki i położne oraz opiekunowie osób starszych lub niesamodzielnych. Coraz większe znaczenie mają też psycholodzy i terapeuci, którzy odpowiadają na rosnące potrzeby w obszarze zdrowia psychicznego.
Silny popyt dotyczy także zawodów wspierających podstawową opiekę. Kierunek opiekun medyczny daje możliwość pracy w szpitalach, domach pomocy i prywatnych placówkach, gdzie brakuje osób pomagających pacjentom w codziennych czynnościach. W gabinetach stomatologicznych szczególnie potrzebne są higienistki stomatologiczne, bo rośnie nacisk na profilaktykę zamiast leczenia powikłań. Technik masażysta znajduje z kolei zatrudnienie zarówno w ośrodkach rehabilitacyjnych, jak i w prywatnych gabinetach, gdzie pacjenci szukają wsparcia po urazach i w chorobach przewlekłych.
Dlaczego liczba zawodów deficytowych spada?
Porównanie kolejnych edycji Barometru Zawodów pokazuje wyraźny trend. W 2024 r. za deficytowe uznano 29 profesji, w 2025 r. już 23, a w najnowszym badaniu na 2026 r. tylko 17. Jednocześnie wzrosła liczba zawodów zrównoważonych, a lista zawodów nadwyżkowych pozostaje pusta.
Eksperci podkreślają, że ta pozorna stabilizacja to efekt spowolnienia gospodarczego. Firmy ograniczają rekrutacje, przesuwają inwestycje i ostrożniej tworzą nowe etaty. W niektórych regionach rośnie bezrobocie rejestrowane, co zmniejsza statystyczny deficyt w części profesji. Jednocześnie procesy rekrutacyjne się wydłużają, bo pracownicy z bezpiecznym zatrudnieniem rzadziej decydują się na zmianę pracodawcy w niepewnych czasach.
Coraz wyraźniej widać też rozziew między oczekiwaniami firm a możliwościami kandydatów. Dane z portali rekrutacyjnych pokazują, że duża część ofert pozostaje aktywna ponad miesiąc, a część nawet ponad dwa. Kandydaci oceniają często wymagania jako zbyt wysokie, natomiast rekruterzy wskazują brak potrzebnych kompetencji jako główną barierę zatrudnienia.
Jak demografia i migracje zmieniają rynek pracy?
Dane GUS jasno pokazują, że Polska szybko się starzeje. Średni wiek pracujących przekroczył 43 lata i rośnie z roku na rok. Prognozy do 2060 r. zakładają spadek liczby ludności nawet o jedną czwartą przy utrzymaniu dzisiejszej, bardzo niskiej dzietności na poziomie 1,10. We wszystkich scenariuszach maleje liczba osób w wieku produkcyjnym, a rośnie udział seniorów.
Według prognoz w 2060 r. odsetek osób w wieku produkcyjnym nie przekroczy połowy populacji. To oznacza, że na rynku pracy będzie coraz mniej kandydatów, a system emerytalny i zdrowotny obciąży większa grupa osób starszych. Największy spadek liczby ludności dotyczy przedziału 40–49 lat, czyli doświadczonych pracowników, którzy dziś stanowią trzon wielu firm.
W tej sytuacji rośnie znaczenie cudzoziemców, którzy uzupełniają luki kadrowe. Obecnie w Polsce pracuje około 1,2 mln osób z zagranicy i ich liczba wpływa na utrzymanie niskiego poziomu bezrobocia. Równolegle trwają intensywne prace nad zmianami prawnymi: powiaty mają zyskać możliwość ograniczania dostępu do pracy cudzoziemcom w wybranych branżach, planowane jest też zaostrzenie kar za nielegalne zatrudnianie i pełna elektronizacja procedur zezwoleń na pracę.
Deficyt pracowników dotknie więc zarówno firmy, jak i całe instytucje publiczne. Dla wielu osób to sygnał, że inwestycja w zawód medyczny, techniczny, edukacyjny czy logistyczny może dać stabilne zatrudnienie na długie lata.
Artykuł powstał przy współpracy z https://next-est.pl/.
Artykuł sponsorowany